sobota, 28 maja 2016

 https://www.youtube.com/watch?v=8D86Eki0cWA


Zobaczyłam jak wzbija się w powietrze. O nie! Muszę uciekać! W panice zerwałam się do lotu i poszybowałam między drzewa. Nie miałam z nim szans w locie, zdecydowanie przewyższał mnie siłą i szybkością, więc musiałam szybko znaleźć dla siebie jakąś kryjówkę i modlić się o to by mnie nie znalazł. Lecz oczywiście jak na złość w tym lesie nie było gdzie się schować. Chyba usłyszałam swoje imię gdzieś za moimi plecami. Panika wzrosła jeszcze bardziej przez co gorączkowo szybowałam między drzewami, starając się o nic nie zahaczyć. Usłyszałam jakiś ruch po mojej prawej… Znalazł mnie! – Leciałam dalej w nadziei że może jednak jakoś ucieknę. W tej samej chwili w której to pomyślałam coś z niespodziewaną szybkością przygniotło mnie do drzewa. Podniosłam głowę i spojrzałam wprost w srebrno-złote oczy Cama.

- Witaj piękna. Wreszcie Cię znalazłem. – Powiedział tak bardzo znanym mi głosem.
Patrzył na mnie w taki sposób że moje serce podskoczyło. Po tych wszystkich latach, po tym wszystkim co się wydarzyło, nadal go kochałam. Spuściłam głowę, nie mogąc dłużej znieść tego palącego wzroku.

- Co tu robisz? - Zapytałam cicho.

- Szukałem Cię. - Poczułam jak kładzie dłoń na moim policzku i jednocześnie odsuwając mi włosy z twarzy, przesuwa dłoń na moją szyję. - Wydoroślałaś. - Powiedział cicho, tuż przy moim uchu.

Poczułam jak dreszcz przebiega moje ciało. Chciałam się odezwać, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. Nigdy nie dotykał mnie w ten sposób. Po chwili  poczułam jak lekko ciągnie mnie za włosy, tuż przy karku.

- Dlaczego mi to zrobiłaś? - Czyżbym usłyszała w jego głosie ból? – Aveleen proszę, powiedz mi jak mogłaś ode mnie uciec?

Poczułam jak coś spada mi na ramię i ześlizguje się powoli w dół. Łzy?! Zamrugałam zdezorientowana. Nim się obejrzałam, wziął mnie w objęcia i przytulił tak, że aż ciężko było mi oddychać.

- Zdajesz sobie sprawę jak bardzo się o Ciebie martwiłem? – Odsunął się kawałek by na mnie spojrzeć lecz nie podniosłam głowy. Nie byłam w stanie. – Dlaczego teraz też uciekałaś? Przecież mnie rozpoznałaś, więc dlaczego?

Przełknęłam wzbierające łzy. – Nie chcę wracać… - Powiedziałam szeptem.

Oderwał się ode mnie z aż nazbyt widocznym bólem. Zraniłam go. Właściwie... to tak jakbym wymierzyła mu policzek, lecz słowa bolą o wiele bardziej. Coś we mnie pękło i poczułam na policzkach gorące łzy. Już nie potrafiłam się kontrolować, to wszystko zbyt mocno bolało. Zawiodłam go...

- I na co Ci było szukanie mnie? Powinieneś zapomnieć… - Spuściłam głowę nie potrafiąc patrzeć na te idealna twarz wyrażająca taki ból.

- Zapomnieć? – W jego głosie usłyszałam zmieszanie. – Miałbym zapomnieć o Tobie? O jedynej mi tu bliskiej osobie?

- Tak było by lepiej… - Głos mi się załamał.

Poczułam jak się porusza, delikatnie obejmuje mój podbródek i podnosi mi głowę bym na niego spojrzała. Zobaczyłam ukłucie bólu w jego oczach gdy zorientował się że płaczę. Puścił mój podbródek i ostrożnie otarł mi łzy z policzków. Drugą ręką objął moje plecy i przyciągnął bardzo blisko siebie, nie spuszczając wzroku z moich oczu. Nie mówił nic, tylko się we mnie wpatrywał, z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

- Nawet nie wiesz jak się cieszę że Cię znalazłem. – Oparł swoje czoło na moim, zamknął oczy i westchnął tak, jakby ogromny ciężar spadł z jego barków. – Jakie to szczęście że nic Ci nie jest… że żyjesz.

- Dlaczego mnie szukałeś? – Przerwałam mu lekko i wyplątałam się z jego objęć.
Poczułam ucisk w piersi i wiedziałam że jeśli się nie odsunę to poczuje jak trzęsę się z nerwów. Spojrzał na mnie trochę zdezorientowany.

- Przecież nie mogłem zostawić Cię samej.

- Mogłeś… zostawiam Ci list, prosiłam w nim byś mnie nie szukał. – Oparłam się w drzewo za mną i ułożyłam skrzydła po swoich bokach by chociaż trochę odgrodzić się od wiatru. Zaczynało już zmierzchać a ja miałam na sobie tylko cienką bluzeczkę.

- Myślałaś że głupi list załatwi sprawę? Że przeczytam go i zapomnę że kiedykolwiek istniałaś?
Nie odpowiedziałam, spuściłam tylko głowę. Wtedy naprawdę sądziłam że to wystarczy, zresztą nie chciałam z nim rozmawiać bo wiedziałam że nie pozwolił by mi odejść. To był jedyny sposób.

Usłyszałam jego ciche kroki na trawie a po chwili zobaczyłam jego stopy zetknięte z moimi, czubkami butów. Rozprostował skrzydła na boki i przykrył nimi moje, tworząc wokół nas jakby kokon który z jednej strony był ciepłym i bezpiecznym miejscem, a z drugiej pułapką z której nie ma jak uciec. Położył dłonie na moich przedramionach i potarł je lekko, chyba widząc że jest mi zimno. Mówiłam że jest kochany?

- Co było prawdziwym powodem Twojej ucieczki? – Spytał cicho, tym swoim tonem „mi możesz powiedzieć wszystko”, ale czy na prawdę mogłam?

- Nie chcę znów tak żyć… – Zadrżałam na samą myśl o tym.

Cam wziął mnie w ramiona i otulił swoimi skrzydłami. Poczułam się tak bardzo bezpiecznie… Nie! – skarałam się w myślach. – Nie mogę tak się czuć, nie mogę dać poznać po sobie prawdziwych uczuć. Lecz jak miałam tego nie robić, gdy w jego towarzystwie czułam się tak dobrze? Położyłam głowę na jego ramieniu i zaciągnęłam się jego zapachem. Jak on to robił że zawsze pachniał tak samo? Stałam tak chwilę, rozkoszując się jego ręką głaszczącą mnie po włosach, lecz w końcu musiałam mu powiedzieć że jeden z jego kumpli nie jest taki jaki się zdaje.

- Carl jest zły, robi złe rzeczy, nie chcę znów znaleźć się w jego towarzystwie. – Zacisnęłam pięści na połach jego rozpiętej kurtki. Nie chciałam wracać myślami do tamtej nocy… do tego co się wydarzyło. Cam ostrożnie odsunął się kawałek by móc na mnie spojrzeć. To co zobaczył chyba mu się nie spodobało.

- Zrobił Ci coś? – Przeszedł mnie dreszcz na te słowa. Czy coś mi zrobił? Wtuliłam się w niego na powrót, opierając czoło o jego ramię.

- Aveleen proszę, powiedz mi co się stało. – Wyszeptał cicho wprost w moje ucho. Dlaczego tak trudno było mi się mu sprzeciwiać? Westchnęłam przeciągle chcąc jak najbardziej przeciągnąć w czasie składanie wyjaśnień. Gdy już zaczęłam, mówiłam szybko by jak najprędzej pozbyć się z ust tych słów.

-  Chciał obrobić jakiegoś faceta w uliczce lecz ten zaczął się bronić. Carl wpadł w szał, zaczął krzyczeć, wyzywać go i szarpać aż w końcu wyciągnął nóż i przyłożył mu do gardła. Mężczyzna się przestraszył, zaczął go przepraszać i opróżniać kieszenie a gdy to zrobił… - głos mi się załamał. Resztę dopowiedziałam powoli, niemalże szeptem.  – Carl jednym ruchem podciął mu gardło. – Zaczęłam się trząść w jego ramionach. Cam obiął mnie mocniej i szeptał do ucha że jest przy mnie i że już wszystko jest w porządku. Lecz wcale nie było dobrze, bo to jeszcze nie koniec opowieści. – Stałam u wejścia uliczki kiedy mnie zobaczył… Nie chciałam tego widzieć, to naprawdę był przypadek że się tam znalazłam. Lecz on mnie nie słuchał… twierdził że skoro to widziałam to muszę dostać nauczkę, żeby nie przyszło mi do głowy komuś o tym powiedzieć. – Po moich policzkach pociekły łzy. Cam odsunął się kawałek z przerażeniem na twarzy.

- Co on Ci zrobił?! Chyba nie… - przerwałam mu.

- Próbował… Ale jacyś faceci weszli do uliczki z drugiej strony i jak to zobaczyli to zaczęli na niego krzyczeć, więc mnie puścił i uciekł…  - Przez łzy zobaczyłam jak zaciska szczękę. Był wściekły, a ja zastanawiałam się na kogo bardziej, na mnie że uciekłam czy na Carla za co to zrobił…

- Dlaczego nie przyszłaś z tym do mnie? – Słyszałam te nutę w jego głosie która mówiła że jest zawiedziony, lecz nie potrafiłam tego zmienić.

- Chciałam… Ale nie było Cię w domu gdy przybiegłam, a ja nie chciałam być tam sama bo bałam się że Carl w każdej chwil może tam przyjść… Wiec pośpiesznie napisałam tylko list i poleciałam za miasto, a potem dalej i dalej aż w końcu sama nie wiedziałam gdzie jestem. Chciałam Ci wszystko wyjaśnić lecz nie miałam odwagi wrócić. – Poczułam jak z moich ramion spada ciężar ostatnich 4 lat, tego strachu, samotności i bezradności. Cam tu był, ze mną. Nic więcej się nie liczyło.

sobota, 7 maja 2016

        







Stał tam w całej swej okazałości, wysoki, postawny, piękny... Jego srebrno-złote oczy przewiercały mnie na wylot. Poznał mnie… Nie sądziłam że jeszcze kiedykolwiek go spotkam, a jednak. Ale jego obecność tutaj nie zwiastuje nic dobrego. Oznacza to że mroczni mnie znaleźli.

Ale zacznijmy od początku. Nazywam się Aveleen i jestem demonem takim samym jak oni. Chodź ja w odróżnieniu do nich nie noszę się głównie na czarno, mimo że moje białe ubrania dość szybko zmieniają się w szare. Mroczna… to moja prawdziwa natura i moje przeznaczenie, któremu usilnie staram się przeczyć. Jestem aniołem z czarnymi skrzydłami lecz nie mylcie mnie z upadłymi. Oni to anioły wygnane z nieba, którym najwyższy wyrywa skrzydła by odpokutowali swoje grzechy na ziemi. Ja zaś nie zostałam wygnana, sama odeszłam a właściwie uciekłam. Wiem, głupota bo jak można chcieć uciec z idealnego miejsca? Sama nie wiem, byłam młoda, głupia… i zakochana. A może właśnie dlatego odeszłam? 
Są dwie wersje wyjaśnień, jedna to taka którą znają wszyscy: Cam jest zły i zmanipulował małą, naiwną Ave tak, że poszła z nim, zrzekając się wiecznego życia w niebie. 
Drugą wersję znam tylko ja a która nie dawała mi w spokoju cieszyć się tym kim byłam: Skoro zakochałam się w aniele to nie jestem godna miejsca u najwyższego. 
Dlaczego? Anioły znają tylko jedną miłość, a mianowicie tą do Boga jako naszego Ojca i taką którą darzymy ludzi i siebie nawzajem czyli miłość braterską. Tam nie ma miejsca na miłość taką jaką znają ludzie a ja właśnie tej się poddałam. Tak więc odeszłam razem z kilkoma innymi, potajemnie, zatrzymując skrzydła. Lecz są czarne jak mrok, nie oślepiająco białe jakie być powinny. 
Na ziemi jest wiele zła, bólu i nienawiści a skrzydła wyłapują to wszystko jakby wsiąkając w siebie, przez co z czasem tracą swój blask. Dlatego nazywają nas „mrocznymi”. Ubrani głównie na czarno, z czarnymi jak noc włosami i bladymi skórami. Cały ten mrok świata odbija się na nas właśnie w ten sposób, zabarwiając nas na swoje podobieństwo. Dlatego nosimy ciemne ubrania, a właściwie nie mamy wyjścia bo wszystko na nas ciemnieje. 
A kim jest Cam? Zabójczo przystojny mroczny, który jako jedyny z nas ma w włosach kilka śnieżnobiałych pasmów które przetrwały. No i jest jeszcze coś. Oboje jesteśmy jedynymi z mrocznych którzy zachowali jasne oczy. Moje są białe a jego srebrno-złote, lecz nikt nie wie dlaczego. Jako że wraz z odejściem z nieba otacza nas mrok to również nasze oczy się zmieniają, a przynajmniej powinny. Przyjmują różne barwy, odwzorowując to czym się stajemy a dokładniej to z czym obcujemy. Lecz nie moje i Cama. Być może została w nas iskierka światła? To by wyjaśniało dlaczego moje są białe: trzymam się z daleka od kłopotów i z reguły nie postępuję źle. Lecz co w takim razie symbolizują srebrno-złote oczy Cama? 
Zapomniałam wspomnieć że to on był inicjatorem naszego odejścia, lecz do tej pory nie wiem dlaczego podjęli taką decyzję. Cam nigdy nie chciał mi powiedzieć, zawsze wyplątywał się zwinnymi wymówkami i omijaniem tematu. Więc co takiego musiało się stać że zapragnęli odejść?


Od naszej ucieczki minęło już kilkanaście lat, a od mojej ucieczki od nich minęły zaledwie cztery lata. Nie spodziewałam się że jego pasemka nadal zostaną  nietknięte, bo to przecież niemożliwe. Lecz on jakimś cudem nadal potrafił powstrzymać otaczającą go ciemność. Nie spodziewałam się też że jeszcze kiedykolwiek go zobaczę. Uciekłam na drugi koniec świata, zatrzymując się w małej wiosce, państwa kwitnącej wiśni, z zamiarem zaprzestania czynienia zła. Ironia prawda? Stać się mrocznym i omijać zło to głupota w oczach wszystkich, lecz widocznie nadal jestem głupia. Na co wskazuje chodźby fakt że stoję na skraju wysokiego zbocza, niemal twarzą w twarz z Camem stojącym w dole i przypatrującym mi się z płonącym wzrokiem. Dzieli nas co najmniej kilkaset metrów lecz nie była bym w stanie pomylić go z nikim innym. A skąd wiem że wzrok mu płonie? Znam go zdecydowanie zbyt długo by tego nie rozpoznać, nawet z tej odległości. 
Powinnam uciekać, zostawić przeszłość i nigdy już do niej nie wracać… lecz nie potrafię. Coś mnie tknęło gdy go zobaczyłam. Czyżby uczucia wróciły? Nie! Skarałam się w duchu za tę myśl. Nie mogę znów popełnić tego błędu, nie mogę znów dać się pojmać w sidła miłości, zwłaszcza dlatego, że tylko ja to czułam. Cam nigdy nie traktował mnie źle, nawet po odejściu z nieba. Zawsze troskliwy, wyrozumiały i stający w mojej obronie. Być może właśnie to mnie w nim urzekło. W niebie wszyscy traktują się po równo lecz on zawsze stawiał mnie na pierwszym miejscu. Dlaczego? Pewnie uważał mnie za młodszą, nieporadną siostrzyczkę. Zresztą ja też traktowałam go jak starszego brata, do którego zawsze mogłam zwrócić się o pomoc… do czasu. Pewnego dnia, gdy patrzył na mnie tymi swoimi świetlistymi oczami, po prostu zdałam sobie sprawę że go kocham... i że od tej chwili, moje życie już nigdy nie będzie takie samo.




                                                                                                           Ciąg dalszy nastąpi...