Zobaczyłam jak wzbija się w powietrze. O nie! Muszę uciekać! W panice zerwałam się do lotu i poszybowałam między drzewa. Nie miałam z nim szans w locie, zdecydowanie przewyższał mnie siłą i szybkością, więc musiałam szybko znaleźć dla siebie jakąś kryjówkę i modlić się o to by mnie nie znalazł. Lecz oczywiście jak na złość w tym lesie nie było gdzie się schować. Chyba usłyszałam swoje imię gdzieś za moimi plecami. Panika wzrosła jeszcze bardziej przez co gorączkowo szybowałam między drzewami, starając się o nic nie zahaczyć. Usłyszałam jakiś ruch po mojej prawej… Znalazł mnie! – Leciałam dalej w nadziei że może jednak jakoś ucieknę. W tej samej chwili w której to pomyślałam coś z niespodziewaną szybkością przygniotło mnie do drzewa. Podniosłam głowę i spojrzałam wprost w srebrno-złote oczy Cama.
- Witaj piękna. Wreszcie Cię znalazłem. – Powiedział tak bardzo znanym mi głosem.
Patrzył na mnie w taki sposób że moje serce podskoczyło. Po tych wszystkich latach, po tym wszystkim co się wydarzyło, nadal go kochałam. Spuściłam głowę, nie mogąc dłużej znieść tego palącego wzroku.
- Co tu robisz? - Zapytałam cicho.
- Szukałem Cię. - Poczułam jak kładzie dłoń na moim policzku i jednocześnie odsuwając mi włosy z twarzy, przesuwa dłoń na moją szyję. - Wydoroślałaś. - Powiedział cicho, tuż przy moim uchu.
Poczułam jak dreszcz przebiega moje ciało. Chciałam się odezwać, ale nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. Nigdy nie dotykał mnie w ten sposób. Po chwili poczułam jak lekko ciągnie mnie za włosy, tuż przy karku.
- Dlaczego mi to zrobiłaś? - Czyżbym usłyszała w jego głosie ból? – Aveleen proszę, powiedz mi jak mogłaś ode mnie uciec?
Poczułam jak coś spada mi na ramię i ześlizguje się powoli w dół. Łzy?! Zamrugałam zdezorientowana. Nim się obejrzałam, wziął mnie w objęcia i przytulił tak, że aż ciężko było mi oddychać.
- Zdajesz sobie sprawę jak bardzo się o Ciebie martwiłem? – Odsunął się kawałek by na mnie spojrzeć lecz nie podniosłam głowy. Nie byłam w stanie. – Dlaczego teraz też uciekałaś? Przecież mnie rozpoznałaś, więc dlaczego?
Przełknęłam wzbierające łzy. – Nie chcę wracać… - Powiedziałam szeptem.
Oderwał się ode mnie z aż nazbyt widocznym bólem. Zraniłam go. Właściwie... to tak jakbym wymierzyła mu policzek, lecz słowa bolą o wiele bardziej. Coś we mnie pękło i poczułam na policzkach gorące łzy. Już nie potrafiłam się kontrolować, to wszystko zbyt mocno bolało. Zawiodłam go...
- I na co Ci było szukanie mnie? Powinieneś zapomnieć… - Spuściłam głowę nie potrafiąc patrzeć na te idealna twarz wyrażająca taki ból.
- Zapomnieć? – W jego głosie usłyszałam zmieszanie. – Miałbym zapomnieć o Tobie? O jedynej mi tu bliskiej osobie?
- Tak było by lepiej… - Głos mi się załamał.
Poczułam jak się porusza, delikatnie obejmuje mój podbródek i podnosi mi głowę bym na niego spojrzała. Zobaczyłam ukłucie bólu w jego oczach gdy zorientował się że płaczę. Puścił mój podbródek i ostrożnie otarł mi łzy z policzków. Drugą ręką objął moje plecy i przyciągnął bardzo blisko siebie, nie spuszczając wzroku z moich oczu. Nie mówił nic, tylko się we mnie wpatrywał, z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę że Cię znalazłem. – Oparł swoje czoło na moim, zamknął oczy i westchnął tak, jakby ogromny ciężar spadł z jego barków. – Jakie to szczęście że nic Ci nie jest… że żyjesz.
- Dlaczego mnie szukałeś? – Przerwałam mu lekko i wyplątałam się z jego objęć.
Poczułam ucisk w piersi i wiedziałam że jeśli się nie odsunę to poczuje jak trzęsę się z nerwów. Spojrzał na mnie trochę zdezorientowany.
- Przecież nie mogłem zostawić Cię samej.
- Mogłeś… zostawiam Ci list, prosiłam w nim byś mnie nie szukał. – Oparłam się w drzewo za mną i ułożyłam skrzydła po swoich bokach by chociaż trochę odgrodzić się od wiatru. Zaczynało już zmierzchać a ja miałam na sobie tylko cienką bluzeczkę.
- Myślałaś że głupi list załatwi sprawę? Że przeczytam go i zapomnę że kiedykolwiek istniałaś?
Nie odpowiedziałam, spuściłam tylko głowę. Wtedy naprawdę sądziłam że to wystarczy, zresztą nie chciałam z nim rozmawiać bo wiedziałam że nie pozwolił by mi odejść. To był jedyny sposób.
Usłyszałam jego ciche kroki na trawie a po chwili zobaczyłam jego stopy zetknięte z moimi, czubkami butów. Rozprostował skrzydła na boki i przykrył nimi moje, tworząc wokół nas jakby kokon który z jednej strony był ciepłym i bezpiecznym miejscem, a z drugiej pułapką z której nie ma jak uciec. Położył dłonie na moich przedramionach i potarł je lekko, chyba widząc że jest mi zimno. Mówiłam że jest kochany?
- Co było prawdziwym powodem Twojej ucieczki? – Spytał cicho, tym swoim tonem „mi możesz powiedzieć wszystko”, ale czy na prawdę mogłam?
- Nie chcę znów tak żyć… – Zadrżałam na samą myśl o tym.
Cam wziął mnie w ramiona i otulił swoimi skrzydłami. Poczułam się tak bardzo bezpiecznie… Nie! – skarałam się w myślach. – Nie mogę tak się czuć, nie mogę dać poznać po sobie prawdziwych uczuć. Lecz jak miałam tego nie robić, gdy w jego towarzystwie czułam się tak dobrze? Położyłam głowę na jego ramieniu i zaciągnęłam się jego zapachem. Jak on to robił że zawsze pachniał tak samo? Stałam tak chwilę, rozkoszując się jego ręką głaszczącą mnie po włosach, lecz w końcu musiałam mu powiedzieć że jeden z jego kumpli nie jest taki jaki się zdaje.
- Carl jest zły, robi złe rzeczy, nie chcę znów znaleźć się w jego towarzystwie. – Zacisnęłam pięści na połach jego rozpiętej kurtki. Nie chciałam wracać myślami do tamtej nocy… do tego co się wydarzyło. Cam ostrożnie odsunął się kawałek by móc na mnie spojrzeć. To co zobaczył chyba mu się nie spodobało.
- Zrobił Ci coś? – Przeszedł mnie dreszcz na te słowa. Czy coś mi zrobił? Wtuliłam się w niego na powrót, opierając czoło o jego ramię.
- Aveleen proszę, powiedz mi co się stało. – Wyszeptał cicho wprost w moje ucho. Dlaczego tak trudno było mi się mu sprzeciwiać? Westchnęłam przeciągle chcąc jak najbardziej przeciągnąć w czasie składanie wyjaśnień. Gdy już zaczęłam, mówiłam szybko by jak najprędzej pozbyć się z ust tych słów.
- Chciał obrobić jakiegoś faceta w uliczce lecz ten zaczął się bronić. Carl wpadł w szał, zaczął krzyczeć, wyzywać go i szarpać aż w końcu wyciągnął nóż i przyłożył mu do gardła. Mężczyzna się przestraszył, zaczął go przepraszać i opróżniać kieszenie a gdy to zrobił… - głos mi się załamał. Resztę dopowiedziałam powoli, niemalże szeptem. – Carl jednym ruchem podciął mu gardło. – Zaczęłam się trząść w jego ramionach. Cam obiął mnie mocniej i szeptał do ucha że jest przy mnie i że już wszystko jest w porządku. Lecz wcale nie było dobrze, bo to jeszcze nie koniec opowieści. – Stałam u wejścia uliczki kiedy mnie zobaczył… Nie chciałam tego widzieć, to naprawdę był przypadek że się tam znalazłam. Lecz on mnie nie słuchał… twierdził że skoro to widziałam to muszę dostać nauczkę, żeby nie przyszło mi do głowy komuś o tym powiedzieć. – Po moich policzkach pociekły łzy. Cam odsunął się kawałek z przerażeniem na twarzy.
- Co on Ci zrobił?! Chyba nie… - przerwałam mu.
- Próbował… Ale jacyś faceci weszli do uliczki z drugiej strony i jak to zobaczyli to zaczęli na niego krzyczeć, więc mnie puścił i uciekł… - Przez łzy zobaczyłam jak zaciska szczękę. Był wściekły, a ja zastanawiałam się na kogo bardziej, na mnie że uciekłam czy na Carla za co to zrobił…
- Dlaczego nie przyszłaś z tym do mnie? – Słyszałam te nutę w jego głosie która mówiła że jest zawiedziony, lecz nie potrafiłam tego zmienić.
- Chciałam… Ale nie było Cię w domu gdy przybiegłam, a ja nie chciałam być tam sama bo bałam się że Carl w każdej chwil może tam przyjść… Wiec pośpiesznie napisałam tylko list i poleciałam za miasto, a potem dalej i dalej aż w końcu sama nie wiedziałam gdzie jestem. Chciałam Ci wszystko wyjaśnić lecz nie miałam odwagi wrócić. – Poczułam jak z moich ramion spada ciężar ostatnich 4 lat, tego strachu, samotności i bezradności. Cam tu był, ze mną. Nic więcej się nie liczyło.

