Stał tam w całej swej okazałości, wysoki, postawny, piękny... Jego srebrno-złote oczy przewiercały mnie na wylot. Poznał
mnie… Nie sądziłam że jeszcze kiedykolwiek go spotkam, a jednak. Ale jego
obecność tutaj nie zwiastuje nic dobrego. Oznacza to że mroczni mnie znaleźli.
Ale zacznijmy od początku. Nazywam się Aveleen i jestem
demonem takim samym jak oni. Chodź ja w odróżnieniu do nich nie noszę się
głównie na czarno, mimo że moje białe ubrania dość szybko zmieniają się w szare. Mroczna…
to moja prawdziwa natura i moje przeznaczenie, któremu usilnie staram się
przeczyć. Jestem aniołem z czarnymi skrzydłami lecz nie mylcie mnie z upadłymi.
Oni to anioły wygnane z nieba, którym najwyższy wyrywa skrzydła by odpokutowali
swoje grzechy na ziemi. Ja zaś nie zostałam wygnana, sama odeszłam a właściwie
uciekłam. Wiem, głupota bo jak można chcieć uciec z idealnego miejsca?
Sama nie wiem, byłam młoda, głupia… i zakochana. A może właśnie dlatego
odeszłam?
Są dwie wersje wyjaśnień, jedna to taka którą znają wszyscy: Cam jest
zły i zmanipulował małą, naiwną Ave tak, że poszła z nim, zrzekając się wiecznego życia w niebie.
Drugą wersję znam tylko ja a która nie dawała mi w spokoju
cieszyć się tym kim byłam: Skoro zakochałam się w aniele to nie jestem godna
miejsca u najwyższego.
Dlaczego? Anioły znają tylko jedną miłość, a mianowicie
tą do Boga jako naszego Ojca i taką którą darzymy ludzi i siebie nawzajem czyli
miłość braterską. Tam nie ma miejsca na miłość taką jaką znają ludzie a ja
właśnie tej się poddałam. Tak więc odeszłam razem z kilkoma innymi, potajemnie,
zatrzymując skrzydła. Lecz są czarne jak mrok, nie oślepiająco białe jakie być
powinny.
Na ziemi jest wiele zła, bólu i nienawiści a skrzydła wyłapują to
wszystko jakby wsiąkając w siebie, przez co z czasem tracą swój blask. Dlatego
nazywają nas „mrocznymi”. Ubrani głównie na czarno, z czarnymi jak noc włosami
i bladymi skórami. Cały ten mrok świata odbija się na nas właśnie w ten sposób,
zabarwiając nas na swoje podobieństwo. Dlatego nosimy ciemne ubrania, a
właściwie nie mamy wyjścia bo wszystko na nas ciemnieje.
A kim jest Cam? Zabójczo
przystojny mroczny, który jako jedyny z nas ma w włosach kilka śnieżnobiałych
pasmów które przetrwały. No i jest jeszcze coś. Oboje jesteśmy jedynymi z
mrocznych którzy zachowali jasne oczy. Moje są białe a jego srebrno-złote, lecz
nikt nie wie dlaczego. Jako że wraz z odejściem z nieba otacza nas mrok to
również nasze oczy się zmieniają, a przynajmniej powinny. Przyjmują różne
barwy, odwzorowując to czym się stajemy a dokładniej to z czym obcujemy. Lecz
nie moje i Cama. Być może została w nas iskierka światła? To by wyjaśniało
dlaczego moje są białe: trzymam się z daleka od kłopotów i z reguły nie
postępuję źle. Lecz co w takim razie symbolizują srebrno-złote oczy Cama?
Zapomniałam
wspomnieć że to on był inicjatorem naszego odejścia, lecz do tej pory nie wiem
dlaczego podjęli taką decyzję. Cam nigdy nie chciał mi powiedzieć, zawsze
wyplątywał się zwinnymi wymówkami i omijaniem tematu. Więc co takiego musiało się stać że zapragnęli odejść?
Od naszej ucieczki minęło już kilkanaście lat, a od mojej ucieczki
od nich minęły zaledwie cztery lata. Nie spodziewałam się że jego pasemka nadal
zostaną nietknięte, bo to przecież
niemożliwe. Lecz on jakimś cudem nadal potrafił powstrzymać otaczającą go
ciemność. Nie spodziewałam się też że jeszcze kiedykolwiek go zobaczę. Uciekłam
na drugi koniec świata, zatrzymując się w małej wiosce, państwa kwitnącej
wiśni, z zamiarem zaprzestania czynienia zła. Ironia prawda? Stać się mrocznym
i omijać zło to głupota w oczach wszystkich, lecz widocznie nadal jestem głupia. Na co wskazuje
chodźby fakt że stoję na skraju wysokiego zbocza, niemal twarzą w twarz z Camem
stojącym w dole i przypatrującym mi się z płonącym wzrokiem. Dzieli nas co
najmniej kilkaset metrów lecz nie była bym w stanie pomylić go z nikim innym. A
skąd wiem że wzrok mu płonie? Znam go zdecydowanie zbyt długo by tego nie
rozpoznać, nawet z tej odległości.
Powinnam uciekać, zostawić przeszłość i
nigdy już do niej nie wracać… lecz nie potrafię. Coś mnie tknęło gdy go
zobaczyłam. Czyżby uczucia wróciły? Nie! Skarałam się w duchu za tę myśl. Nie
mogę znów popełnić tego błędu, nie mogę znów dać się pojmać w sidła miłości,
zwłaszcza dlatego, że tylko ja to czułam. Cam nigdy nie traktował mnie źle,
nawet po odejściu z nieba. Zawsze troskliwy, wyrozumiały i stający w mojej
obronie. Być może właśnie to mnie w nim urzekło. W niebie wszyscy traktują się
po równo lecz on zawsze stawiał mnie na pierwszym miejscu. Dlaczego? Pewnie
uważał mnie za młodszą, nieporadną siostrzyczkę. Zresztą ja też traktowałam go
jak starszego brata, do którego zawsze mogłam zwrócić się o pomoc… do czasu. Pewnego
dnia, gdy patrzył na mnie tymi swoimi świetlistymi oczami, po prostu zdałam
sobie sprawę że go kocham... i że od tej chwili, moje życie już nigdy nie będzie takie samo.
Ciąg dalszy nastąpi...


Rozdział bardzo interesujący. Czytało się bardzo lekko i przyjemnie. Muszę przyznać, że bardzo mnie zaintrygowałaś. Naprawdę, piszę to bez cienia kłamstwa! Podoba mi się Twoje sprawne pióro pisarskie :) Cieszę się, że tutaj trafiłam!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, życzę weny i zapraszam do siebie
www.rzeka-opowiesci.blogspot.com