sobota, 7 maja 2016

        







Stał tam w całej swej okazałości, wysoki, postawny, piękny... Jego srebrno-złote oczy przewiercały mnie na wylot. Poznał mnie… Nie sądziłam że jeszcze kiedykolwiek go spotkam, a jednak. Ale jego obecność tutaj nie zwiastuje nic dobrego. Oznacza to że mroczni mnie znaleźli.

Ale zacznijmy od początku. Nazywam się Aveleen i jestem demonem takim samym jak oni. Chodź ja w odróżnieniu do nich nie noszę się głównie na czarno, mimo że moje białe ubrania dość szybko zmieniają się w szare. Mroczna… to moja prawdziwa natura i moje przeznaczenie, któremu usilnie staram się przeczyć. Jestem aniołem z czarnymi skrzydłami lecz nie mylcie mnie z upadłymi. Oni to anioły wygnane z nieba, którym najwyższy wyrywa skrzydła by odpokutowali swoje grzechy na ziemi. Ja zaś nie zostałam wygnana, sama odeszłam a właściwie uciekłam. Wiem, głupota bo jak można chcieć uciec z idealnego miejsca? Sama nie wiem, byłam młoda, głupia… i zakochana. A może właśnie dlatego odeszłam? 
Są dwie wersje wyjaśnień, jedna to taka którą znają wszyscy: Cam jest zły i zmanipulował małą, naiwną Ave tak, że poszła z nim, zrzekając się wiecznego życia w niebie. 
Drugą wersję znam tylko ja a która nie dawała mi w spokoju cieszyć się tym kim byłam: Skoro zakochałam się w aniele to nie jestem godna miejsca u najwyższego. 
Dlaczego? Anioły znają tylko jedną miłość, a mianowicie tą do Boga jako naszego Ojca i taką którą darzymy ludzi i siebie nawzajem czyli miłość braterską. Tam nie ma miejsca na miłość taką jaką znają ludzie a ja właśnie tej się poddałam. Tak więc odeszłam razem z kilkoma innymi, potajemnie, zatrzymując skrzydła. Lecz są czarne jak mrok, nie oślepiająco białe jakie być powinny. 
Na ziemi jest wiele zła, bólu i nienawiści a skrzydła wyłapują to wszystko jakby wsiąkając w siebie, przez co z czasem tracą swój blask. Dlatego nazywają nas „mrocznymi”. Ubrani głównie na czarno, z czarnymi jak noc włosami i bladymi skórami. Cały ten mrok świata odbija się na nas właśnie w ten sposób, zabarwiając nas na swoje podobieństwo. Dlatego nosimy ciemne ubrania, a właściwie nie mamy wyjścia bo wszystko na nas ciemnieje. 
A kim jest Cam? Zabójczo przystojny mroczny, który jako jedyny z nas ma w włosach kilka śnieżnobiałych pasmów które przetrwały. No i jest jeszcze coś. Oboje jesteśmy jedynymi z mrocznych którzy zachowali jasne oczy. Moje są białe a jego srebrno-złote, lecz nikt nie wie dlaczego. Jako że wraz z odejściem z nieba otacza nas mrok to również nasze oczy się zmieniają, a przynajmniej powinny. Przyjmują różne barwy, odwzorowując to czym się stajemy a dokładniej to z czym obcujemy. Lecz nie moje i Cama. Być może została w nas iskierka światła? To by wyjaśniało dlaczego moje są białe: trzymam się z daleka od kłopotów i z reguły nie postępuję źle. Lecz co w takim razie symbolizują srebrno-złote oczy Cama? 
Zapomniałam wspomnieć że to on był inicjatorem naszego odejścia, lecz do tej pory nie wiem dlaczego podjęli taką decyzję. Cam nigdy nie chciał mi powiedzieć, zawsze wyplątywał się zwinnymi wymówkami i omijaniem tematu. Więc co takiego musiało się stać że zapragnęli odejść?


Od naszej ucieczki minęło już kilkanaście lat, a od mojej ucieczki od nich minęły zaledwie cztery lata. Nie spodziewałam się że jego pasemka nadal zostaną  nietknięte, bo to przecież niemożliwe. Lecz on jakimś cudem nadal potrafił powstrzymać otaczającą go ciemność. Nie spodziewałam się też że jeszcze kiedykolwiek go zobaczę. Uciekłam na drugi koniec świata, zatrzymując się w małej wiosce, państwa kwitnącej wiśni, z zamiarem zaprzestania czynienia zła. Ironia prawda? Stać się mrocznym i omijać zło to głupota w oczach wszystkich, lecz widocznie nadal jestem głupia. Na co wskazuje chodźby fakt że stoję na skraju wysokiego zbocza, niemal twarzą w twarz z Camem stojącym w dole i przypatrującym mi się z płonącym wzrokiem. Dzieli nas co najmniej kilkaset metrów lecz nie była bym w stanie pomylić go z nikim innym. A skąd wiem że wzrok mu płonie? Znam go zdecydowanie zbyt długo by tego nie rozpoznać, nawet z tej odległości. 
Powinnam uciekać, zostawić przeszłość i nigdy już do niej nie wracać… lecz nie potrafię. Coś mnie tknęło gdy go zobaczyłam. Czyżby uczucia wróciły? Nie! Skarałam się w duchu za tę myśl. Nie mogę znów popełnić tego błędu, nie mogę znów dać się pojmać w sidła miłości, zwłaszcza dlatego, że tylko ja to czułam. Cam nigdy nie traktował mnie źle, nawet po odejściu z nieba. Zawsze troskliwy, wyrozumiały i stający w mojej obronie. Być może właśnie to mnie w nim urzekło. W niebie wszyscy traktują się po równo lecz on zawsze stawiał mnie na pierwszym miejscu. Dlaczego? Pewnie uważał mnie za młodszą, nieporadną siostrzyczkę. Zresztą ja też traktowałam go jak starszego brata, do którego zawsze mogłam zwrócić się o pomoc… do czasu. Pewnego dnia, gdy patrzył na mnie tymi swoimi świetlistymi oczami, po prostu zdałam sobie sprawę że go kocham... i że od tej chwili, moje życie już nigdy nie będzie takie samo.




                                                                                                           Ciąg dalszy nastąpi...









1 komentarz:

  1. Rozdział bardzo interesujący. Czytało się bardzo lekko i przyjemnie. Muszę przyznać, że bardzo mnie zaintrygowałaś. Naprawdę, piszę to bez cienia kłamstwa! Podoba mi się Twoje sprawne pióro pisarskie :) Cieszę się, że tutaj trafiłam!
    Pozdrawiam, życzę weny i zapraszam do siebie
    www.rzeka-opowiesci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń